Opowiadanie dedykowane poniedziałkom.
___________________________________
Poranek był mroczny i mroźny, jeden z najpodlejszych obecnego miesiąca. Chłód terroryzował mieszkańców małej, poniemieckiej kamienicy i trzymał ich schowanych głęboko pod kocami. Jednak to nie ten czas, to nie to miejsce. To był poniedziałek. Wróg publiczny numer jeden wszystkich osobników od lat siedmiu do sześćdziesięciu pięciu.
Coś jednak ruszyło się pod kocem, mruknęło kilka nieładnych słów pod nosem, próbując znaleźć telefon, który nawoływał do pobudki. Nie udało się. Budzik wciąż dzwonił na cały głos. Jego źródło chyba spadło między materac a drewniany szkielet łóżka. Nie było innego wyjścia jak podnieść się i na spokojnie zbadać sytuację.
Najpierw na powierzchni znalazła się głowa. Ciężko było określić, gdzie znajdował się jej przód a gdzie tył. Z obu stron widać było jedynie brązowe gniazdo. Blada ręka, z czerwonymi odciskami od pościeli, odgarnęła fragment ciemnej kurtyny, odsłaniając tym samym zaspane oczy. Jeszcze nie do końca nawet otwarte. Wtedy jednak rozległ się krzyk. Krzyk głośny i straszliwy. Krzyk, którego nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby w swoim życiu usłyszeć.
- ZA PIĘĆ MINUT WYJEŻDŻAM. Z TOBĄ CZY BEZ CIEBIE – wrzasnął mocno zdenerwowany Głos.
Przerażone stworzenie zerwało się niczym oparzone ze swojego legowiska i rzuciło się w kierunku szafy. Ignorując wciąż dzwoniący budzik zakładała w pośpiechu białą koszulę, nie zauważając, że pominęła po drodze jeden z guzików, przez co całą kolejność diabli wzięli. Trudno, pomyślała, gdy dotarło do niej jakiej strasznej rzeczy właśnie się dopuściła. Będę musiała poprawić to w samochodzie. Spodnie zakładała wrzucając jednocześnie zeszyty do pustego plecaka. Nie pamiętała jakie dzisiaj tortury były dla niej zaplanowane, więc przygotowała się na wszystko. Jeszcze tylko bose stopy musiała czymś przyodziać. Znalazła coś na dnie szuflady. Jedna niebieska, druga zielona. Nie miała jednak czasu na kręcenie nosem. Głos ubierał już buty.
W ostatnim momencie przypomniała sobie o podstawach higieny jamy ustnej. Biegła na łeb na szyję przez domowy korytarz, który w zaistniałych okolicznościach zdawał się nie mieć końca. Wreszcie dotarła do łazienki, chwyciła szczoteczkę i pasę do ręki. Umyję je na przerwie, pomyślała dumna ze swojej zaradności. Kątem oka dostrzegła swe odbicie w lustrze i krzyknęła z przerażenia. Nie było to jednak priorytetem, Głos już wyprowadzał samochód z garażu.
Biegnąc do mety zerwała z wieszaka bordowy mundurek, z którego tarczy, sowa patrzyła na nią z politowaniem. Nie o takich uczniów walczyła.
Wcisnęła trampki na kolorowe skarpetki i modliła się do wszystkich znanych (oraz tych nieznanych) sobie bóstw o to, żeby klucze magicznie znalazły się w kieszeni marynarki. Tak też się stało. Dziewczyna zanotowała sobie, żeby złożyć im (bogom, naturalnie) później ofiarę z drugiego śniadania. Zatrzasnęła za sobą drzwi, zamknęła na dwa spusty i wyszła przed dom. Głos już na nią czekał, wyraźnie podirytowany i nie w humorze. Pewnie komuś się dzisiaj za to oberwie kartkówką z ostatnich trzech tematów. Nie wahając się ani chwili dłużej dziewczyna wbiegła do samochodu, oddychając z ulgą. Zdążyła.
Gdy poczuła, że niebezpieczeństwo ze strony Głosu zostało zażegane, powoli, bez gwałtownych ruchów wyciągnęła świstek papieru z kieszeni plecaka. Był na nim rozpisany plan, szczegółowo zaplanowane pięć dni w tygodniu, co do godziny.
- Ja pierdolę, kurwa jego mać - powiedziała, patrząc na niewątpliwe dzieło szatana. W myślach dodała jeszcze kilka słów, których damie nie wypada wymawiać na głos.
- Ja pierdolę, kurwa jego mać - powiedziała, patrząc na niewątpliwe dzieło szatana. W myślach dodała jeszcze kilka słów, których damie nie wypada wymawiać na głos.
oh, coś cudownego. będę myśleć o tej miniaturce każdego poniedziałku, siedząc sobie w łóżku przez dodatkowe dwie minuty, nim zamienię się w główną bohaterkę.
OdpowiedzUsuń